Ten sam Pan kierowca co w piątek, ten sam autobus, w sensie przewoźnik... Kierunek powrotny... I znowu przygoda. Tym razem zamiast dziecka i piosenki, była walizka i znikajaca pani. Walizkę zostawiła poszła po jedzenie. Nawoływali ją przez megafon, szukali, pan jeździł wokół dworca... 20 minut szukali ... A ona przez cały ten czas była w autobusie ... Tym sposobem straciłam 20 min życia bezpowrotnie a kobita tylko z uśmiechem przeprosiła... No cóż
Tak też bywa :(
OdpowiedzUsuńhttp://wmymswieciewitam.blogspot.com/