Po świętach... ja naprawdę często sobie wmawiam, że nie, że mnie to już nic nie zaskoczy, że w ogóle tyle rzeczy już widziałam, tyle dziwacznych rzeczy sama zrobiłam, że ja to już jestem stary wiarus w kwestii głupoty i w sumie to jest lekko niemożliwe żeby mnie coś jeszcze zaskoczyło...
A jednak! Idę drogą do domu bo byłam u babci... i tuż przede mną idą światełka... jedno niebieskie, cztery czerwone... niezłą miałam rozkminę cóż to za cuda... i co?
Pies! Na smyczy w dodatku... ze światełkami na każdej nodze... a obok właścicielka z latarką..
i postaraj się tu człowieku nie zwariować! :P
