dziś się przekonałam..
powitało mnie wycinanie kółek, później wkładanie do tych kółek cukierków < i musiały być policzone o! bo każdy dziadek i babcia dostają tyle samo żeby nikt nie był zazdrosny- przynajmniej tak stwierdził Leon>
robienie torebek z tych kółek, wiązanie i robienie kokardek...
końcowy efekt:
ale to nie był koniec... wręcz przeciwnie
zaczęło się robienie kokardek dziewczynkom kubeczkowym i sklejanie kubeczków z dziewczynkami i chłopczykami...
końcowy efekt:
a później było uczenie piosenki, ogarnięcie tych niegrzecznych i tych grzecznych wyścigami konnymi, padającym deszczem na nasze serca, robieniem a cum cyca a cum cyca acum cy caca cyk cyk i wgl wgl wgl!!!
38 grzeczno-niegrzecznych dzieci pożegnało mnie chóralnym DOOOO WIIII-DZEEEE-NIAAAAAA!!! i okrzykami:
My chcemy batonika chcemy batonika- jedyne co zapamiętały z wyścigów konnych :D już tęsknię ale... w marcu znów :D i ciekawe co tym razem będę wycianała i sklejała.. może króliki?









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz