Ci, którzy znają mnie wiedzą, że bardzo często udaję mamtowdupizm a tak naprawdę trzęsą mi się ręce i dopada mnie tzw. syndrom młota pneumatycznego.
Trzęsę się bardzo mocno i nie potrafię uspokoić...
Ci, którzy znają mnie trochę mniej zapewne zaczną się śmiać z tego co zaraz napiszę.
No bo jak to? 22 letnia baba, która nie jedno przeszła boi się...
No właśnie... Tak drodzy Państwo. Stoję tu przed Wami i mówię głośno i wyraźnie że boję się CIEMNOŚCI...
A także:
- węży,
- samotności,
- dorosłości,
- nastolatków (tak.. przeraża mnie głupota poniektórych, bez urazy, większość Was jest urocza ;* )
- nowych sytuacji
To są rzeczy, które bardzo mnie przerażają... Reszta przerażenia jest zarezerwowana dla jednej jedynej osoby ;)
Może zapytacie czemu ciemność? Co w niej strasznego?
Cóż... Najbardziej przeraża mnie powrót do domu po zmroku. Mieszkam w takim miejscu do którego prowadzą ciemne, zazwyczaj opuszczone ulice. Najmniejszy szmer sprawia, że umieram na palpitację jednocześnie powstrzymując się od potwornego krzyku. Nienawidzę wracać sama i w sumie bezbronna.
Nienawidzę tego uczucia. I nienawidzę siebie za to, że mimo wieku, przeżyć, odpowiedzialności za siebie, innych, mojej by może przyszłej pracy, która będzie polegać m.in na wyprowadzaniu dzieci z lęków, sama umieram ze strachu idąc ciemną ulicą sama. I za to, że moje życie to totalne udawanie. Wyluzowanej, którą mało co złamie. Otóż chyba nie jest to prawdą skoro łami mnie trzask małej gałązki w ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz