Nie mam siły...
Kolejny raz uczelnia wycisnęła ze mnie cały dobry nastrój... I po raz kolejny zastanawiam się czy to ma jakikolwiek sens? Czy moje marzenie by pracować z dziećmi, by być z nimi i dla nich jest warte tych nerwów i łez które już ze mnie wyszły w ciągu tego półtora roku? Czy warto znów toczyć walkę bo nie umiemy się całym rokiem dogadać? Czy warto w ogóle cokolwiek robić, starać się itd?
Żałuję... Dzis po raz pierwszy szczerze żałuję, że nie poszłam do technikum i nie znalazłam sobie innej drogi..
może teraz nie siedziałabym tu i nie pisała tego tekstu, patrząc na ekran przez łzy...
ale może nie poznałabym wtedy mojego Kochanego i nie miałabym w Nim tego oparcia?
Może zmarnowałabym talent, który dostałam? Taka prawdziwą miłość do dzieci...
szkoda tylko, że studia wyciskają ze mnie tą radość i szczere pragnienie by z nimi pracować i pozostawiają gorycz, rozczarowanie i niedowierzanie, że w prawdziwym życiu każdy nauczyciel się tak rozmemłuje i jest taki ą, ę... nie wierzę w to! Dobry nauczyciel nawet z nudnego tematu umie zrobić arcydzieło bez żadnych książkowych przykładów, bez porad Mądrych Autorytetów, którzy bardzo często są tylko teoretykami a dziecka na oczy nigdy nie widzieli...
Wróciłam do domu pieszo- kij, że stawy bolą... Szłam przez łąkę... i usłyszałam ciszę... w oddali delikatny szum samochodów i idealna cisza... Szkoda, że w moim życiu nie ma takich okresów ciszy i prawdziwego spełnienia. Takiej pełni szczęścia :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz