Kampania wyborcza, wszyscy nagle stają się ekspertami politycznymi, kandydaci zostają ekspertami w obietnicach, dobrymi ludźmi, którym wcale nie zależy na zachowaniu ciepłej posadki i zakręceniu kurka z gotówką płynącą radośnie na konto, no skąd. Wszyscy chcą dobra, waszego dobra, was wyborców. Wszyscy mówią, że jesteście ważni. Spoty są takie cudowne, kij, że kandydaci atakują siebie nawzajem oskarżając o niespełnienie obietnic... a obietnice dane w tej kampanii również się nie spełnią. Wszyscy bawią się w zakłamanych hipokrytów, a całą zabawę rozdmuchują dziennikarze.
Dlaczego o tym piszę?
Ponieważ uderzyła mnie ostatnio bezsensowność tej sytuacji.
Nigdy nie interesowałam się polityką, na wybory chodzę bo muszę i zazwyczaj wyrzucam pustą kartę. Nie widzę w tym sensu... Mało co się zmieni, mój stosunek do polityków jest taki, że są to ludzie tak bardzo bojący się o utratę wygodnej pracy, do której chodzą lub nie, mając z niej takie i inne profity, które nam, szarym ludziom śnią się po nocach, że potrafią obiecać gwiazdeczkę z nieba polaną lukrem czekoladowo- malinowo- niewiadomo jakim i posypaną pyłem z księżyca byleby tylko nie stracić pracy. A później nagle dopada ich amnezja i wszystkie obietnice zostają zepchnięte w kąt gdzie płaczą sobie cichutko.
Ponieważ uderzyła mnie ostatnio bezsensowność tej sytuacji.
Nigdy nie interesowałam się polityką, na wybory chodzę bo muszę i zazwyczaj wyrzucam pustą kartę. Nie widzę w tym sensu... Mało co się zmieni, mój stosunek do polityków jest taki, że są to ludzie tak bardzo bojący się o utratę wygodnej pracy, do której chodzą lub nie, mając z niej takie i inne profity, które nam, szarym ludziom śnią się po nocach, że potrafią obiecać gwiazdeczkę z nieba polaną lukrem czekoladowo- malinowo- niewiadomo jakim i posypaną pyłem z księżyca byleby tylko nie stracić pracy. A później nagle dopada ich amnezja i wszystkie obietnice zostają zepchnięte w kąt gdzie płaczą sobie cichutko.
A najbardziej uderza mnie to, że jak toczy się debata, wywiad, rozmowa z kandydatem, politykiem itd. że ci ludzie w ogóle nikogo nie słuchają. Przerywają każdemu byleby tylko zalać publikę kolejnym słownym potokiem bzdur, który już za moment zostanie przerwany przez kolejnego nie umiejącego słuchać buraka. Parę dni temu, robiąc sobie śniadanie słuchałam radia. Akurat toczył się kontrwywiad z jakimś politykiem. Redaktor zadawał pytania, zadaniem Pana było odpowiedzieć, ale nie no bo po co? To zadanie jest przecież za trudne dla polityka. Pan redaktor zadaje pytanie:
- Panie.... prosze mi powiedzieć jak...
i w tym momencie pan polityk się wcina z jakimś wielkim wywodem na temat wszystkiego i niczego pełnego wielkich słów i obietnic na nie wiadomo jaki temat...
A pan redaktor stara się wtrącić i pokierować rozmową. Przeszkadzają sobie nawzajem a szarzy ludzie słuchający tego i tak nie wiedzą o co chodzi.
- Panie.... prosze mi powiedzieć jak...
i w tym momencie pan polityk się wcina z jakimś wielkim wywodem na temat wszystkiego i niczego pełnego wielkich słów i obietnic na nie wiadomo jaki temat...
A pan redaktor stara się wtrącić i pokierować rozmową. Przeszkadzają sobie nawzajem a szarzy ludzie słuchający tego i tak nie wiedzą o co chodzi.
I czasami słuchając tego chciałoby się wejść do takiego studia i grzecznie wrzeszcząc zapytać, czy przypadkiem sobie wzajemnie nie przeszkadzają. Zamknąć każdego w osobnym pokoju i niech gadają. A jak się wygadają to może się zastanowią ciut nad sobą i nad tym, że takie zachowanie nie przystoi reprezentantom naszego państwa.
Przykre to i smutne.
Pozostaje jeszcze kwestia tego, czy aby na pewno dziennikarze zadają właściwe pytania, czy może zadają pytania zastępcze, byle zająć kandydata i nie dać mu przekazać tego, co chce odbiorcom przekazać. Działa to więc w dwie strony, bo polityk jako zaproszony gość powinien uszanować pytanie i rolę gościa, zaś redaktorzy powinni zadawać sensowne pytania, a nie takie, które odciągają uwagę obserwatorów od tego, co kandydat chciałby powiedzieć jakby nie było - reklamując się. A na wybory chodzić nikt nie zmusza ;)
OdpowiedzUsuń