wracając ze szkoły o godzinie 21 pare dni po Wszystkich Świętych doszłam do dośc zaskakującego wniosku... Patrzyłam niewidzącym wzrokiem przez okno w busie i słuchałam dobijającej muzyki.... światełka przesuwały się za oknem, ciemnośc, znowu światełka... cmentarz, taki kolorowy, migoczący bo znicze jeszcze płonęły... niby piekny widok, dobijający ale piękny... minęliśmy cmentarz i jadąc dalej wypatrzyłam w oddali zobaczyłam miasto... pełne świateł... i stwierdziłam że to miasto wyglada zupełnie jak cmentarz... pełne rozmigotanych światełek... tylko że na cmentarzu pogrzebani sa ludzie którzy kiedys żyli i cos osiągli a miasto pełne jest pogrzebanych marzeń, zranionych miłości, uczuc które juz umarły, ludzi, którzy czują sie pusto, bez światła... pogrzebanych nadziei na lepsze, bardziej kolorowe jutro... wszystko to jest ukryte w pozorach... i tak się czasem zastanawiam czy żyjąc w miastach, czy też na wsi nie jesteśmy czasem hipokrytami... żyjącymi w maskach i pozorach a swoje prawdziwe uczucia chowając tak głęboko ze w sumie sami juz zapominamy kim naprawdę jestesmy i c tak naprawdę czujemy...
to takich pare dobijających przemyslen na dziś :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz